Image

Mallorca 312 – projekt, który zaczyna się na długo przed linią startu.

Jak przygotowałem się do jednego z największych kolarskich wyzwań amatora

„Event jak żaden inny” – tak o Mallorca 312 mawiają niektórzy. Ja, po zapoznaniu się z
opiniami mojej ekipy, postanowiłem spróbować i samemu zmierzyć się z tą legendą.
Podszedłem do tego wyzwania z ogromnym respektem i zaangażowałem w projekt kilka
bardzo ważnych dla mnie osób – tych, którzy znają mnie najlepiej zarówno od strony
fizycznego przygotowania, jak i mentalnego wsparcia.

Pamiętam, że pierwszy raz usłyszałem o tej imprezie w 2021 roku w podcaście „Do Startu”,
w którym gościem był znany dietetyk Mateusz Gawełczyk. Następnie moi bliscy znajomi –
Johan, Rafał, Tomek, Benjamin, Erin i Mariola – brali udział w edycjach 2024 lub/i 2025.
Mając wokół siebie takie zasoby żywej wiedzy, już na starcie dysponowałem trzema
czwartymi potrzebnych informacji na temat organizacji wyścigu oraz warunków technicznych
panujących na wyspie. Dodatkowo w 2025 roku szlifowałem formę na obozie triathlonowym
z grupą zawodników 3Coach.


Plan kolejnych istotnych punktów na trasie Mallorca 312. Na czerwono zaznaczono punkty
kontrolne, do których należy dojechać na określoną godzinę, aby mieć szansę decyzji na jaki dystans się decydujemy.

312 kilometrów. Około 5000 metrów przewyższenia. Ponad 10 godzin ciągłej walki w siodle.
Rzeczywistość na takim dystansie jest pragmatyczna: wygrywa ten, kto popełni najmniej
błędów przed startem. Niekiedy, aby zminimalizować ryzyko porażki, trzeba świadomie
nagiąć kilka utartych kolarskich zasad i działać według własnych, precyzyjnych wytycznych.
Ale po kolei… 🙂


1. Logistyka – walka o pakiety i wejście VIP

Cały projekt Mallorca 312 zaczyna się na długo przed linią startu. Same zapisy to wyzwanie
równe niejednemu majorkańskiemu podjazdowi, bo miejsca rozchodzą się w sekundy.
Klikając w link rejestracyjny 7 października 2024 roku punktualnie o godzinie 11:00:00,
zostałem zakolejkowany jako numer 7850 z zaledwie 8500 dostępnych pakietów.

Udane zapisy otworzyły mi drogę do reszty planowania. Nocleg zarezerwowałem jak
najbliżej startu, co dało mi ogromną elastyczność z jedzeniem oraz pozwoliło rano dotrzeć
do strefy bez zbędnej zwłoki. Początkowo martwiłem się logistyką przewiezienia roweru z
lotniska do hotelu, dlatego ostatecznie zdecydowałem się na wynajęcie samochodu.

Biuro, w którym wypożyczyliśmy auto, było sponsorem wydarzenia i w późniejszym czasie
zaoferowało nam wejściówki do stref sponsorskich eventu. Dzięki temu zyskałem ogromny
przywilej i mogłem wystartować w drugiej fali zawodników, tuż za sektorem VIP. Uniknąłem
dzięki temu uciążliwego, dwugodzinnego „koczowania” w tłumie przed otwarciem trasy tylko
po to, by załapać się z przodu stawki. Przy zapisach można wykupić sobie miejsce w
lepszych strefach startowych poprzez zakup pakietu u jednego ze sponsorów. Wiadomość o
przydzielonej strefie otrzymałem około dwa tygodnie przed imprezą. Ja swój pakiet startowy
odebrałem sprawnie w czwartek po godzinie 9:00.


2. Trening – fundament całego projektu pod okiem eksperta

Mając zabezpieczony pakiet startowy, w listopadzie ruszyłem z przygotowaniami, które
trwały około sześciu miesięcy. Obejmowały blisko 70 jednostek treningowych. O moje
przygotowanie fizyczne zadbał Rafał Chomik, który rozpisał dla mnie dedykowane sesje,
dostosowane idealnie pod moje realne możliwości. Celem nie było kręcenie imponujących
cyfr na pojedynczych jazdach, ale przygotowanie organizmu do wielogodzinnej pracy
tlenowej i długiego dnia spędzonego w siodle.

Prawdopodobieństwo przetrenowania jest duże w momencie, gdy jesteśmy blisko szczytu
formy. Gdy wszystko idzie dobrze, włącza się chęć na „jeszcze więcej” i pojawiają się
pokusy, aby mocniej dołożyć do pieca. To była moja główna obawa, dlatego postanowiłem w
100% zaufać i powierzyć swoje przygotowania trenerowi. Nie zawsze więcej znaczy lepiej!

Wszystko układało się pięknie aż do przedostatniego tygodnia przed wyjazdem. Wtedy
dopadł mnie wyjazd służbowy. Obciążenie obowiązkami zawodowymi przybiło mnie jak
nigdy wcześniej. Na delegację zabrałem ze sobą rower oraz trenażer, próbując za wszelką
cenę realizować plan. Sesje nie wychodziły tak, jak powinny, ale szybka reakcja, szczera
konsultacja problemów z trenerem i natychmiastowe przemodelowanie odpoczynku
pozwoliły mi wrócić na właściwe tory. Stanąłem na starcie ze spokojną głową i
świadomością, że potężna robota została wykonana.


3. Żywienie i suplementacja – zero improwizacji

Przy tak długim wysiłku jedzenie i mądre wsparcie organizmu są równie ważne jak waty w
nodze. Podczas przygotowań testowałem wyłącznie produkty, które dobrze toleruję. W
kwestii codziennego wsparcia postawiłem na sprawdzoną, systematyczną bazę, a
suplementacja prowadzona była bez przerwy przez cały okres przygotowań:

  • Beta-alanina: 5 g dziennie (kluczowa przy budowaniu wytrzymałości mięśniowej i
    opóźnianiu zakwaszenia).
  • Kreatyna: 4 g dziennie.
  • Witaminy i kwasy tłuszczowe: codzienna suplementacja witaminy D3+K2 połączona
    z kwasami Omega-3.
  • Cynk.

Zbilansowanie 24 żeli, 7 litrów płynów i potężnej dawki sodu wymagało aptekarskiej precyzji
jeszcze przed wyjściem na start. Moja strategia sprzętowo-żywieniowa w kieszeniach
koszulki i bento boxie wyglądała następująco:

  • 2 soft flaski: po 300 g węglowodanów każdy (w postaci żelu Flow od Precision Fuel).
  • 2 żele: po 30 g każdy (PF Original).
  • 7 żeli: po 30 g każdy (PF Caffeine w kązdym 100 mg kofeiny)
  • 2 litry płynów: napój izotoniczny Olimp Iso Plus (142 g proszku, co dało równe 120 g
    czystych węglowodanów).
  • 500 ml płynu: wysokosodowy napój PH 1500.
  • 1 saszetka: woda z ogórków kiszonych od 226ERS (nieoceniona broń na skurcze).
  • Zapas w saszetkach i kapsułkach: 6 dodatkowych saszetek PH 1500 oraz 15
    kapsułek z czystym sodem.

Całe zaplecze energetyczne w pełnej okazałości. Zbilansowanie 24 żeli, 7 litrów płynów i
potężnej dawki sodu wymagało aptekarskiej precyzji jeszcze przed wyjściem na start.

Ponad 1300 gramów węglowodanów i elektrolity precyzyjnie rozmieściłem w kieszeniach
koszulki. Założyłem, że przez pierwsze 5 godzin pojadę absolutnie bez zatrzymywania się,
bazując na własnym zaopatrzeniu.

Na oficjalnych strefach organizatora zatrzymałem się łącznie tylko 4 razy, gdzie sprawnie
uzupełniłem zapasy o 2 litry czystej wody (do której dodawałem saszetki z sodem), 1 litr
izotoniku, około 500 ml Coca-Coli, 2 banany oraz 1/4 pomarańczy. Im dłużej trwa wysiłek,
tym bardziej liczy się czysty pragmatyzm.


4. Sprzęt i bilans ryzyka

Na Mallorca 312 nie wygrywa najbardziej egzotyczny osprzęt – wygrywa brak problemów
technicznych. Wszystko, co było możliwe do zrobienia wokół roweru poza samym
treningiem, zaplanowałem i dopiąłem już w listopadzie.

Początkowo plan był prosty: zabieram sprawdzony rower, na którym jeździłem przez ostatnie
osiem lat. W połowie stycznia zacząłem jednak analizować geometrię i rozwiązania, które
ułatwiłyby pokonanie tak trudnego profilu trasy. Wtedy pojawiła się świetna oferta od
polskiego producenta. Efekt? Podjąłem ryzyko i kupiłem nowy rower… jednak cały proces
zajął mi tyle czasu, że zrobiłem to zaledwie 22 dni przed startem. Maszyna była lżejsza o 1,5
kg i wyposażyłem ją dodatkowo w kompaktową korbę 165 mm (50/34), kasetę 11–34, opony
bezdętkowe Continental GP5000 STR o szerokości 28 mm, koła o profilu 50 mm oraz
hamulce tarczowe. Na nowym rowerze zdążyłem przejechać zaledwie około 300 km przed
wyjazdem.

Równolegle pojawił się temat obuwia. Choć kupiłem wcześniej jedną parę, ostatecznie na
expo – zaledwie dwa dni przed wyścigiem – zdecydowałem się na nowe super szerokie buty
Lake. Sprzedawcy byli tak pewni swego, że sam uwierzyłem, iż to najlepszy wybór. W nowo
zakupionym modelu spędziłem dzień przed startem zaledwie około 90 minut. To ryzyko
sprzętowe, którego nikomu nie rekomenduję, choć w moim przypadku biomechanika
zadziałała idealnie.

Po złożeniu roweru odwiedziłem Bike Center Astoria. Wizyta w autoryzowanym serwisie
Giant dała mi pewność, że poskładany rower jest gotowy. Wymieniłem tam m.in. baterie
CR1632 w klamkomanetkach Shimano Di2, ponieważ rower sprzedano mi z krytycznie
niskim poziomem energii.

Dodatkowo na expo mechanicy Shimano bezpłatnie zweryfikowali napęd, opony, ciśnienie,
ustawienie kierownicy, elektronikę oraz nałożyli świeżą oliwę na łańcuch.

Ostatnim sprawdzianem była jazda testowa na podjeździe Ermita de la Victoria, która
pozwoliła mi wyczuć maszynę i złapać kolarski luz.


5. Przebieg wyścigu i nieprzewidywalny zwrot akcji

Dzień wyścigu zaczął się o 5:10 rano od prostego śniadania: pół bagietki z masłem i
dżemem jagodowym.

Kolarskie miasteczko tuż przed świtem. Suma drobnych decyzji, takich jak wybór noclegu
blisko startu i wejściówka do strefy sponsora, pozwoliła mi uniknąć dodatkowych porannych
nerwów.

O 6:10 zameldowałem się na starcie, łapiąc jeszcze Benjamina i Mariolę na szybkie,
wspólne foto. Pierwsza grupa gwiazd i zawodników VIP (wśród nich Alberto Contador, Jan
Ullrich czy Miguel Indurain) ruszyła równo o 6:30, a moja grupa przekroczyła linię około 6:38.

Początek pokonałem absolutnie spokojnie, wchodząc na miękkim przełożeniu z optymalną
dla mnie kadencją, aby nie obciążyć mięśni. Kompaktowa korba pozwoliła mi oszczędzić
nogi na pierwszych kilometrach w górach.

Zjazdy i jazda w grupie wymagają pełnej koncentracji. Hamulce tarczowe na majorkańskich
serpentynach dały mi ogromny komfort psychiczny, zwłaszcza po przymusowym serwisie.


Wyścig na dystansie 312 kilometrów to seria wielu małych etapów i zarządzania własną
głową. Rozbijanie dystansu na mniejsze odcinki pozwala zachować spokój.

Kultowe punkty trasy, jak słynny tunel w paśmie Tramuntana, dodawały potężnego zastrzyku
motywacji.

Niestety, na 197. kilometrze zaliczyłem kraksę. Na wąskiej drodze zjeżdżaliśmy grupą w dół
w kierunku zakrętu o 90 stopni. Znalazłem się zbyt blisko jadącego przede mną zawodnika.
Mając do wyboru prostowanie kierownicy i uderzenie w jego tylne koło lub mocniejsze
wciśnięcie hamulca – wybrałem drugą opcję. Przy skręconej kierownicy zablokowało koło i
niestety przewróciłem się na prawy bok. Szybko wstałem, a jadący za mną kolarze na
szczęście zdołali mnie ominąć. Po krótkiej rozmowie z wolontariuszami postanowiłem
kontynuować wyścig. Zatrzymali się też moi towarzysze ze Szwajcarii, Philipp i Lorenzo, z
którymi od dłuzszego czasu aktywnie prowadziliśmy około 20-osobową grupę.

Upadek zostawił bolesne „asfaltki” na udzie i ręce oraz uszkodził rower. Hak tylnej przerzutki
lekko się wygiął i zaczął kolidować ze szprychami, całkowicie odcinając mi możliwość
wrzucenia trzech najlżejszych przełożeń. Na szczęście pomoc techniczna Shimano na 240.
kilometrze zareagowała błyskawicznie i sprawnie postawiła rower na nogi (choć hak
nadawał się już tylko do wymiany). Po chwili problem z przerzutką jednak powrócił i ostatnie
75 kilometrów w pagórkowatym terenie pokonałem, walcząc z ograniczeniami sprzętowymi –
była to prawdziwa lekcja kolarskiego charakteru.


6. Liczby nie kłamią – oficjalny raport z wyścigu

Dla fanów twardych danych – tak wygląda podsumowanie mojego startu, wydolności oraz bilansu energetyczno-płynowego w liczbach

Wyniki i pozycja w klasyfikacji:

  • Pozycja OPEN: 683. miejsce / 2973 zawodników (pierwsze 23% stawki!).
  • Pozycja wśród mężczyzn: 664. miejsce.
  • Pozycja w kategorii wiekowej (M40): 249. miejsce.

Czas i prędkość:

  • Czas brutto: 11:31:27
  • Czas z chipa (netto): 11:21:45
  • Czas poruszania się (moving time): 10:52:53
  • Średnia prędkość: 28 km/h
  • Maksymalna prędkość: 70 km/h
  • Najwolniejsze 5 km: 13 km/h (23’19”)
  • Najszybsze 5 km: pokonane ze średnią prędkością 53.2 km/h (5’38”).

Podział czasu na trasie (oficjalne strefy, postoje i awarie):

  • Strefa 101 km: ~90 sekund (szybkie uzupełnienie płynów)
  • Strefa 158 km: ~9 minut (bufet + toaleta + telefon do fanów 😛)
  • Upadek na 197 km: ~90 sekund (zbieranie się z asfaltu i wstępne oględziny)
  • Ambulans 220 km: ~6 minut (opatrzenie i dezynfekcja ran przez medyków)
  • Strefa 244 km: ~8 minut (wizyta w boksie Shimano, prostowanie haka przerzutki)
  • Strefa 285 km: ~90 sekund (ostatnie tankowanie przed metą *najlepsza strefa na całej trasie)

Parametry mocy, kadencji i tętna:

  • Średnia moc: 2.4 W/kg
  • Średnia moc na podjazdach: 2.85 – 3.4 W/kg (równe, mocne tempo w górach)
  • Średnia moc znormalizowana (NP): 2.8 W/kg
  • Maksymalna moc (z 5 sekund): 11 W/kg
  • Średnia kadencja: 80 RPM
  • Kadencja na początkowych podjazdach: 86 RPM (na samym starcie przekraczająca momentami 100 RPM dzięki przełożeniom kompaktowej korby)
  • Średnie tętno: 150 BPM
  • Maksymalne tętno: 177 BPM

Bilans płynów i żywienia (w sumie ponad 7 litrów płynów!):

  • Płyny: 3 L izotoniku | 2,5 L Precision Fuel & Hydration (PH 1500) | 1 L czystej wody | 2x Coca-Cola po 500 ml | 1x woda z ogórków kiszonych 226ERS.
  • Paliwo: 24 żele energetyczne | 2 banany | 1/4 pomarańczy.

7. Analiza wsteczna: Co zrobiłbym jeszcze raz i co radzę innym?

Co zrobiłbym bez wahania ponownie:

  • Zaufałbym trenerowi.
  • Wcześniej przygotował sprzęt.
  • Postawił na prostą logistykę i nocleg tuż przy strefie.
  • Jechał własnym rytmem.
  • Zabrał odpowiednią ilość jedzenia.

Moje porady przed Twoją pierwszą Mallorca 312:

Nie szukaj sekretów. Zadbaj o regularny trening. Naucz się jeść ogromne ilości węglowodanów na rowerze (mój bilans żeli i płynów pokazuje, ile energii pochłania ten dystans). Przetestuj sprzęt. Wyśpij się. Przyjedź na wyspę wcześniej. Nie spal początku wyścigu. Miej respekt do dystansu i spodziewaj się niespodziewanego – wypadki się zdarzają, kluczem jest to, jak na nie zareagujesz i czy zdołasz opanować głowę.


8. Ludzie, którzy przyczynili się do tego, że cel został osiągnięty

Żaden kolarz nie staje na starcie tak wielkiego wyzwania zupełnie sam. Wszyscy oni – moja rodzina, trener i przyjaciele – bezpośrednio przyczynili się do tego, że moje przygotowania zakończyły się tak ogromnym sukcesem. Bez ich wsparcia na każdym etapie tej drogi meta mogłaby być poza zasięgiem.

Chcę prosto z serca podziękować:

  • Mojej Żonie i córeczce – za nieskończoną cierpliwość do godzin spędzonych na treningach, wyrozumiałość dla kolarskiego chaosu w domu i bezwarunkowe wsparcie w realizacji tego marzenia.
  • Trenerowi Rafałowi Chomikowi – za profesjonalne poprowadzenie przez te miesiące, chłodną głowę, świetny plan treningowy i naukę tego, że czasem mniej znaczy więcej.
  • Marioli, Tomaszowi, Benjaminowi, Rafałowi oraz Johanowi – za nieocenioną pomoc logistyczną i mentalną, bez której ten wyjazd nie byłby tak poukładany i spokojny, za przekazaną wiedzę z edycji 2025, wspólne kilometry, motywację do działania, kolarskie rozmowy i energię, która napędzała mnie do ciężkiej pracy podczas przygotowań. Dziękuję z całego serca!

9. Podsumowanie – wielkie cele buduje się z małych rzeczy

Mallorca 312 była dla mnie ostatecznym potwierdzeniem kolarskiej prawdy: duże cele buduje się z małych rzeczy wykonywanych regularnie przez długi czas. Sukces na tym dystansie rodzi się z konsekwencji, cierpliwości i dobrze przygotowanego planu.

Wyścig ten udowodnił mi również, że pojedyncze słabsze treningi w zimie nie oznaczają katastrofy. Trzeba mieć pokorę do życia – dodatkowy stres oraz zmęczenie codziennością wpływają na organizm równie mocno jak sam trening.

Choć los rzucił mi kłody pod nogi w postaci kraksy na 197 kilometrze, odpowiednie przygotowanie fizyczne, żelazna strategia żywieniowa, optymalna kadencja na podjazdach i czysta determinacja pozwoliły mi przetrwać. Droga do mety Mallorca 312 bywa piekłem dla nóg i mechanicznym oraz fizycznym testem przetrwania, ale to absolutny raj dla kolarskiej dumy.

Mallorca 312 – projekt, który zaczyna się na długo przed linią startu. 312 kilometrów. Około 5000 metrów przewyższenia. Ponad 10 godzin ciągłej walki w siodle. Dla jednych przygoda życia, dla innych czysta walka o wynik. Dla mnie? Ostateczny test konsekwencji, logistyki i… zarządzania własną głową. Wiele osób myśli, że kluczem do takiego dystansu są heroiczne treningi i „magiczne” waty w nodze. Rzeczywistość jest o wiele bardziej pragmatyczna. W Mallorca 312 wygrywa ten, kto popełni najmniej błędów przed startem.

Ten uśmiech na linii mety zrekompensował każdą minutę kryzysu, kraksę na 197 kilometrze i miesiące ciężkich treningów. Mallorca 312 odhaczona!

Szczęśliwy finisher. Mallorca 312 zabrała mnóstwo sił i zostawiła po sobie sporo bolesnych
asfaltek na ciele, ale dała w zamian kolarskie wspomnienia i dumę na całe życie.


Key Takeaways (Kluczowe wnioski dla czytelników)

  1. Zapisy szybko się kończą, ale już od stycznia pojawiają się internetowe oferty
    odsprzedaży pakietów od ludzi, którzy z jakichś powodów nie mogą wystartować. (Jest tego
    naprawdę dużo)
  2. Logistyka to darmowe waty: Ja już w grudniu miałem przygotowaną bardzo szczegółową
    check listę rzeczy, o których powinienem pamiętać (poniżej). Uniknięcie stania w tłumie
    przed startem dzięki wejściówce sponsorskiej pozwoliło zaoszczędzić energię psychiczną i
    fizyczną na kluczowe godziny wyścigu. Dobry nocleg i transport to również fundament.
  3. Żywienie to paliwo, nie dodatek: Przyjęcie ponad 1300g węglowodanów i precyzyjne
    dawkowanie sodu zapobiegło skurczom i całkowitemu odcięciu energii („bombie”) na
    dystansie ponad 11 godzin.
  4. Elastyczność psychiczna ponad sztywny plan: Kraksa i awaria sprzętu mogły zakończyć
    wyścig. Kluczem było natychmiastowe opanowanie emocji, chłodna kalkulacja strat i
    wykorzystanie punktów wsparcia technicznego na trasie.
  5. Zaufanie procesowi: Zdanie się w 100% na plan trenera chroni przed zgubną chęcią
    przetrenowania na kilka tygodni przed szczytem formy. Systematyczność budowana od
    listopada dała zapas sił pozwalający przetrwać defekt sprzętu.

Moja kompleksowa Lista Kontrolna: Mallorca 312
● Wyjazd: Podróż z lotniska Palma de Mallorca (PMI) do Alcudii / Port d’Alcudia (~1 godzina jazdy
samochodem lub ok. 1,5 godziny autobusem).
● Koszt autobusu TIB A32: ok. 8 € – 9 € w jedną stronę na osobę przy płatności kartą zbliżeniową
bezpośrednio w autobusie (najbardziej opłacalna opcja).
● Koszt Shuttle Bus (np. Transunion): ok. 22 € – 25 € w jedną stronę (ok. 45 € w dwie strony
wraz z gwarantowanym przewozem roweru; wymagana rezerwacja z wyprzedzeniem).
● Koszt Taksówki: ok. 80 € – 100 € w jedną stronę.

Dokumenty i pieniądze
● Paszport / dowód osobisty: Sprawdź datę ważności, musi być ważny przez cały okres pobytu.
● Bilety lotnicze i karty pokładowe: Wersje cyfrowe w telefonie + kopie wydrukowane na
wypadek awarii.
● Potwierdzenie rezerwacji noclegu: Adres, godziny zameldowania (Hotel / Airbnb).
● Potwierdzenie rejestracji Mallorca 312: E-mail potwierdzający i numer startowy potrzebny na
EXPO.
● Ubezpieczenie turystyczne i zdrowotne: Koniecznie z rozszerzeniem o udział w masowych
imprezach sportowych/kolarstwie oraz kosztami repatriacji medycznej.
● Prawo jazdy: Niezbędne, jeśli planujesz wynajem samochodu na lotnisku.
● Karty płatnicze i gotówka: Karty kredytowe/debetowe oraz trochę gotówki w euro (EUR) na
kawiarnie na trasie, taksówki czy drobne zakupy.
● Dane kontaktowe w nagłych wypadkach: Zapisane w portfelu/telefonie.
● Roaming / Karta SIM: Sprawdź pakiety danych w UE u swojego operatora.

Rower i wyposażenie
Sprzęt rowerowy:
● Rower: Po pełnym serwisie, sprawdzony i gotowy do ścigania.
● Walizka / torba rowerowa: Sprawdź politykę linii lotniczych dotyczącą przewozu
ponadwymiarowego bagażu sportowego.
● Narzędziownik (Multitool) i łyżki do opon: Do złożenia roweru i napraw na trasie.
● Mini pompka / pompka stacjonarna: Sprawdź ciśnienie przed startem.
● Zapasowe dętki / mleczko: Odpowiednie pod Twoje opony.
● Naboje CO2: Uwaga! Wiele linii lotniczych całkowicie zakazuje przewożenia nabojów CO2 w
bagażu rejestrowanym i podręcznym. Bezpieczniej kupić je na miejscu w sklepach rowerowych
lub na EXPO.
● Smar do łańcucha: Plus ściereczka z mikrofibry do czyszczenia napędu.
● Pedały i klucze do ich montażu: Często odkręcane na czas transportu lotniczego (pedały z
pomiarem mocy muszą być w bagażu podręcznym).
● Komputer rowerowy / GPS (np. Garmin): Wraz z ładowarką i wgraną trasą wyścigu
(ostrzeżenia o zakrętach bardzo pomagają na zjazdach).
● Czujnik tętna / miernik mocy: Wraz z kablami do ładowania lub zapasowymi bateriami.
● Bidony: 2 lub 3 sztuki (najlepiej duże, minimum 750 ml, ja miałem o pojemności 1L).

● Torebka podsiodłowa: Zestaw naprawczy zawsze pod ręką.
Odzież na wyścig:
● Kask rowerowy: Obowiązkowy, bez niego nie zostaniesz wpuszczony na start. Zabierz go ze
sobą do samolotu, nie przewoź kasku w bagażu)
● Buty kolarskie + bloki: Sprawdź stan zużycia bloków przed wyjazdem.
● Spodenki i koszulki kolarskie: 2–3 komplety wysokiej jakości (oficjalną koszulkę dostaniesz w
pakiecie, ale musisz mieć w czym trenować przed wyścigiem).
● Rękawki / nogawki / kamizelka (gilet): Start jest wcześnie rano (ok. 6:30), w górach Serra de
Tramuntana bywa wtedy bardzo chłodno.
● Kurtka przeciwdeszczowa / wiatrówka: Pogoda w górach bywa zmienna.
● Rękawiczki: Letnie z wkładkami amortyzującymi.
● Skarpetki kolarskie: Kilka par.
● Okulary przeciwsłoneczne: Zalecane szkła fotochromatyczne ze względu na jazdę w pełnym
słońcu oraz zacienione sekcje leśne i tunele.
● Krem na otarcia (Chamois cream): Kluczowy przy długim dystansie.
● Czapka kolarska pod kask: Chroni przed słońcem, a na bufetach można ją zmoczyć zimną
wodą dla schłodzenia.

Odżywianie i nawodnienie
● Elektrolity: Tabletki lub proszek, które sprawdziłeś w trakcie treningów.
● Żele i batony energetyczne: Zabierz zapas własnych, sprawdzonych marek. Nie eksperymentuj
z nowościami oferowanymi na bufetach, aby uniknąć problemów żołądkowych.
● Sól w tabletkach: Niezbędna do walki ze skurczami podczas upału.
● Odżywka białkowa / shake regeneracyjny: Do wypicia natychmiast po powrocie z jazdy.
● Przekąski na dni w podróży: Batony na lotnisko i podróż autobusem.
● Kawa / herbata: Ulubiona kawa rozpuszczalna lub torebki herbaty (jeśli hotel nie zapewnia).

Klimat i adaptacja do warunków
● Specyfika pogody: Końcówka kwietnia na Majorce to temperatury od 12°C o poranku do >25°C
w pełnym słońcu, na podjazdach odczuwalność temperatury jest znacznie wyższa.
● Krem z filtrem: SPF 30–50 (słońce na Majorce potrafi mocno przypalić już w kwietniu).
● Pomadka do ust: Z filtrem ochronnym UV/SPF.
● Ręcznik chłodzący / lekka czapka: Do odpoczynku po treningach.
● Trening termiczny (opcjonalnie): Jeśli trenujesz w chłodniejszym klimacie, rozważ saunę lub
sesje na trenażerze w ciepłym pokoju na 2–3 tygodnie przed wyjazdem.

Logistyka przed wyścigiem
● Montaż roweru: Złóż rower i wykonaj krótką jazdę testową od razu w dniu przylotu, aby upewnić
się, że nic nie uległo uszkodzeniu w samolocie.
● Odbiór pakietu: Udaj się na EXPO w Port d’Alcúdia. Zabierz dowód tożsamości oraz e-mail z
potwierdzeniem rejestracji.
● Analiza trasy: Przeanalizuj mapę bufetów i punktów kontrolnych (limity czasu!).
● Strategia żywieniowa: Zaplanuj dokładnie, ile węglowodanów przyjmiesz na godzinę i na których
bufetach zamierzasz się zatrzymywać (pierwsze bufety bywają bardzo zatłoczone, warto mieć
jedzenie na pierwsze 2-3 godziny ze sobą).
● Prognoza pogody: Sprawdź kierunek i siłę wiatru dzień przed startem, aby dobrać odpowiednie
koła (zbyt wysoki stożek może utrudniać jazdę przy silnych podmuchach w górach).
● Wczesna pobudka: Start rusza zazwyczaj około 6:30 rano. Zaplanuj solidne, węglowodanowe
śniadanie na 2–3 godziny przed startem.
● Sektor startowy: Dowiedz się wcześniej, do którego sektora (kolor/numer) zostałeś przydzielony
i przyjdź tam 45–60 minut przed startem.

Regeneracja i czas po wyścigu (Recovery & Post-Event)
● Skarpety kompresyjne / wałek: Narzędzia wspomagające krążenie i rozluźnienie spiętych
mięśni.
● Odzież codzienna i luźne ubrania: Lekkie szorty, koszulki oraz bluza na chłodniejsze wieczory.
● Japonki / wygodne buty: Daj stopom odpocząć od twardych butów kolarskich.

● Żel chłodzący lub maść z arniką: Na obolałe mięśnie ud i pleców.
● Strój kąpielowy: Regeneracja w hotelowym basenie, strefie SPA lub w morzu.
● Płyn / proszek do prania: Do ręcznego wyprania potu z ubrań kolarskich po treningach
przygotowawczych.

Złote rady od weteranów Mallorca 312 (Pro Tips)
● Bądź wcześnie na starcie: Ustawienie się w sektorze na 45–60 minut przed ruszeniem pozwoli
uniknąć stania na samym końcu gigantycznego peletonu.
● Zabierz folię NRC / starą bluzę: Podczas oczekiwania na start w chłodzie poranku łatwo
zmarznąć. Zabierz foliowy koc ratunkowy lub starą bluzę, którą bez żalu wyrzucisz do kosza tuż
przed wystrzałem startowym lub po drodze oddasz kibicom.
● Mądrze rozkładaj siły (Pacing): Pierwsze 100 km to wymagające, długie podjazdy w górach
Tramuntana. Jedź w tzw. strefie Zone 2, unikaj rwanych zrywów. Jeśli zaczniesz zbyt mocno,
druga, płaska część trasy będzie drogą przez mękę.
● Zjazdy techniczne: Drogi na Majorce są gładkie, ale zjazdy bywają bardzo kręte i techniczne.
Zachowaj margines bezpieczeństwa i uważaj na innych kolarzy.
● Wykorzystaj peleton: Gdy miniesz góry, ostatnia część trasy (ok. 100 km) jest relatywnie płaska,
w większości niskiej jakość asfaltem i potrafi mocno wiać. Znajdź dobrą, sprawnie współpracującą
grupę, złap „koło” i oszczędzaj energię, jadąc w tunelu aerodynamicznym.

PLANUJESZ JUŻ SWÓJ START W JEDNEJ Z KOLEJNYCH EDYCJI?
COŚ POMINĄŁEM?
JEŚLI MASZ JAKIEŚ PYTANIA, TO BEZ ZBĘDNEJ ZWŁOKI PISZ DO NAS POSTARAM SIĘ
ODPOWIEDZIEĆ.